Opis
Jeśli szukacie albumu, który udowadnia, że death metal może mieć duszę naukowca i precyzję chirurga, to Symbolic jest absolutnym szczytem tej ewolucji. Chuck Schuldiner przestał tu po prostu straszyć potworami, a zaczął pisać o ludzkiej naturze, czasie i przeznaczeniu, pakując to w riffy tak techniczne, że od samego słuchania rośnie IQ. To brzmi jak potężna, metalowa maszyna, która zamiast miażdżyć wszystko na swojej drodze, porusza się z gracją baletnicy, serwując przy tym solówki, których nie powstydziliby się najwięksi mistrzowie rocka. To moment, w którym Death przestało być "tylko" kapelą metalową, a stało się zjawiskiem, gdzie brutalna siła spotkała się z niemal progresywną finezją. Całość brzmi tak świeżo, jakby została nagrana przed chwilą, a nie trzy dekady temu – to rzadki przypadek płyty, która w ogóle się nie zestarzała.
Brzmienie tej płyty jest krystalicznie czyste i niesamowicie selektywne – słychać tu każdą nutę basu i każde uderzenie w talerze, co w połowie lat 90. wcale nie było takie oczywiste. Tu brutalność spotkała się z elegancją, tworząc standard, do którego większość kapel próbuje doskoczyć do dzisiaj. Co ciekawe, mimo że album uchodzi za absolutny monolit, skład zespołu, który go nagrał (Gene Hoglan, Bobby Koelble i Kelly Conlon), nigdy wcześniej ani później nie zagrał razem na żadnej innej płycie Death. Chuck miał niesamowitą rękę do dobierania muzyków, którzy potrafili udźwignąć jego coraz bardziej skomplikowane wizje, a potem... po prostu wymieniał ich na kolejnych geniuszy.
Co ciekawe, mimo że Symbolic jest dziś uważany za arcydzieło, w momencie premiery zebrał sporo batów od... najbardziej ortodoksyjnych fanów. Chuck Schuldiner postawił na tak czystą produkcję i wysoki, niemal skrzeczący wokal, że niektórzy oskarżali go o zdradę „brudnego” death metalu.
Utwory
A1. Symbolic 6:33
A2. Zero Tolerance 4:48
A3. Empty Words 6:22
A4. Sacred Serenity 4:27
A5. 1,000 Eyes 4:28
B1. Without Judgement 5:28
B2. Crystal Mountain 5:07
B3. Misanthrope 5:03
B4. Perennial Quest 8:21