Profil przeto.pl na FacebookuProfil przeto.pl na Instagramie

HARMONY ATTACK

Kod katalogowy: R139CDKod kreskowy: 5908252861859 ID produktu: 293970 u
Wykonawca: NEWEST ZEALAND
Style: Indie Pop
Rok wydania: 2025
Data premiery: 2025-04-25
Nośnik: CD ALBUM
Sztuk w pudełku: 1
Stan: Nowa ?
Podmiot odpowiedzialny: Universal Music Polska sp. z o.o. ↓ Więcej
Masz pytania? Skontaktuj się z nami - jesteśmy ekspertami w tym co robimy - pomożemy.
Zadzwoń 48 730 173 020 lub napisz do nas e-mail: [email protected]

Stan magazynowy: dostępna
Wysyłka od 2 do 3 dni roboczych
Darmowa dostawa od 250 zł

Opis

Nie żebym tej płyty specjalnie wyczekiwał – konkurencja nie śpi! – ale niedawna seria zapowiedzi na social mediach rozbudziła apetyt. Na tyle, że wbrew zwyczajowi nabyłem premierową płytę od razu, parę dni po publikacji, a nie wtedy, gdy już powoli „zapomni o niej świat”. Pamiętam jeszcze swego rodzaju falstart „Harmony Attack”, bo pierwotnie album był zapowiadany już na wiosnę 2018 roku, reklamowany z pomocą lotniczych grafik, które ostatecznie trafiły nie na okładkę albumu, lecz do wewnątrz wydawnictwa.
Z przekąsem można stwierdzić, iż Borys Dejnarowicz ukończył w końcu własne „Chinese Democracy” po 13 latach zmagań. O ile jednak tamtej rozczarowującej pokraki nie da się słuchać (ani dziś ani w 2008 roku, gdy ostatni podryg fonograficzny Gunsów ujrzał światło dzienne), o tyle polski dziennikarz muzyczny (znany z Porcysa, „Teraz Rocka” i paru innych tytułów, który od dłuższego czasu publikuje artykuły, recenzje i zestawienia pod autorskim szyldem Substance Only) prawdopodobnie wreszcie wypuścił na świat swoje sophisti-popowe opus magnum. A już pozbawiony tytułu debiut (zrealizowany pod okiem Legendarnego Afrojaxa pod pseudonimem Peter Bergstrand) bynajmniej nie należał do słabiaków, ale nawet on nie może się równać ze starannie dopracowanym follow-upem. Gdyby istniała sprawiedliwość, obie płytki powinny zatrząsnąć rodzimym grajdołem. Nawet jeśli do następnego długograja Newest Zealand rzeczywiście mielibyśmy czekać aż do roku 2038, to już wiadomo, że będzie warto.
Najbardziej kozackie cacko dostajemy już na wejście, choć utwór tytułowy równie dobrze mógłbym sobie wyobrazić w charakterze wiekopomnego finału (w miejsce knajpianego „Missing Ellement”, który również świetnie się tu sprawdza). Część startująca tuż przed 2.30 to prawdopodobnie najwspanialszy moment w dotychczasowej spuściźnie Dejnarowicza. Tylko żałować, że już po minucie ów wniosły, poruszający mostek zostaje zawieszony i słyszymy jeszcze tylko ambientalne, elektroczniczne outro (za które odpowiada wyróżniony we wkładce Patryk Kawalarz). Piękna sprawa, Panie Borysie! Ponadto warto wsłuchać się i rozkminić po swojemu niejednoznaczny tekst. To musi być trzeci singiel z albumu! Bo drugi to również rewelacyjny, zwiewny „Elitist” z misterną aranżacją i intrygującą, wysublimowaną, tak charakterystyczną dla Dejnarowicza melodią (w chórkach Alicja Boratyn). Za to nie bardzo rozumiem ruchu managementu, by na pierwszy ogień poszła „Susan Mary”, która jakoś za bardzo pachnie twórczością poprzedniej ekipy, której przewodził nasz bohater.
Rzekomo jesteśmy tym, co jemy, więc na każdym kroku słychać wpływy wykonawców, których szczególnie podziwia autor. Już w openerze (jak również później po wielokroć) dostrzegam pierwiastek XTC w tym, jak wokalista ucieka w falset na końcach wersów, choć podkład zasadniczo bardziej przywodzi na myśl wykonawców tzw. „nowej rockowej rewolucji” z początku wieku – ale do czasu… To raczej też nie może być przypadek, że ostatnie 2 tracki przechodzą jeden w drugim za pomocą spreparowanych oklasków jak na – nie przymierzając – beatlesowskim „Sierżancie Pieprzu”. To, że mnóstwo tu puszczania oka do słuchacza, przyznaje zresztą sam szef.
Ciekawy, dosyć nowoczesny, „przerywany” riff na otwarcie cechuje „Hello Blueberry Muffin”, ale już reszta ma bardziej elektroniczny charakter (głównie dzięki programowaniu w wykonaniu Macieja Chwały i producenta/realizatora oraz głównego basisty na tej płycie Michała Stambulskiego) – nawet mimo trzech ścieżek gitar (poza liderem to Krzysztof Nowicki i Michał Szturmowski). Poza tym jednak na albumie zachowano idealny balans między żywym graniem a elektroniką i to w bardzo pogodnych, bogatych, lecz nieprzeładowanych aranżacjach. W to mi graj. Na tle reszty wyróżnia się czuły, dżezikowaty „Heaven” (który mógłby znaleźć się na „Debucie” Bjork) oparty na współbrzmieniu harfy i wibrafonetty (obsługiwanej kolejno przez Alinę Łapińską i Piotra Piechotę) wsparty przez kontrabas Stefana Nowakowskiego.
Obok szerzej nieznanych współpracowników (w tym m.in. znani już z poprzedniej odsłony projektu gitarzysta Michał Szturomski oraz perkusista Remek Zawadzki, tutaj głównie odpowiadający za różne „hałasy” w tle) Dejnarowicza odwiedziły tuzy polskiej muzyki alternatywnej. Macio Moretti (Mitch & Mitch oraz miliard innych przedsięwzięć) zagrał na bębnach w aż 4 utworach, zaś Jerzy Mazzoll świetnie wypełnił outro mega chwytliwego „Don’t Look at Venus” (które we wcześniejszej wersji opublikowano już 2012 – zresztą podobny los spotkał już parę innych indeksów jak „Our Mutual Love” czy „SWW”, wcześniej pod pełnym tytułem „She Wears White”). Oddzielnie wystąpił duet Enchanted Hunters: Małgorzata Penkalla wykonała francuską część „Combray” (co tylko potęguje skojarzenia ze Stereolab), a Magdalena Gajdzica dołączyła w „Heaven” na flecie i również na wokalu wspierającym.
Warto nadmienić, że były frontman The Car Is On Fire wcale nie ma kosy z pozostałymi członkami nieistniejącego już zespołu, ponieważ każdy z nich użyczył tu odrobiny swego talentu. Krzysztof Halicz wystąpił prawie wszędzie, regularny zestaw bębnów opuszczał niemal wyłącznie wtedy, gdy pałeczki przejmował Moretti, ale i wtedy najczęściej nie próżnował i zasiadał do perkusjonaliów (najlepiej to słychać w „Don’t Look at Venus”). Jednak ciekawszą TCIOFą kontrybucją jest wykorzystanie sitaru rękoma Jacka Szabrańskiego w „Combray” (choć przez wyjątkowo metaliczne brzmienie pomyliłbym ów instrument z cymbałami). Jakub Czubak nie udzielił się tym razem instrumentalnie, ale pomógł nieco w rejestracji i przygotował książeczkę. Jeszcze tylko wsparł kolegę głosem w nieco żwawszym niż pozostałe kompozycje, staromodnym rock’n’rollem „Noble Ideas” (pełniącym moim zdaniem podobną rolę co „Crabwalk” Amercian Music Club na melancholijnej „Everclear”, jednym z ukochanych albumów zarówno twórcy tejże jak i autora niniejszych słów). /fc/

Utwory

  1. Harmony Attack
  2. Venus
  3. Susan Mery
  4. SWW
  5. Our Mutual Love
  6. Combray
  7. Elitist
  8. Hello Blueberry Muffin
  9. The O In MOAN
  10. Heaven
  11. Noble Ideas
  12. Missing Ellement
skupplyt
darmowadostawa

Płatność i koszt wysyłek

DARMOWA DOSTAWA
InPost Paczkomat 24/7
od 250 zł lub od 5 przedmiotów w koszyku!

1. Poczta Polska:

a) paczka48 - 14,99 zł,
(czas doręczenia: 1-2 dni robocze),

b) paczka48 (pobranie) - 18,99 zł
(czas doręczenia: 1-2 dni robocze)
 

2. InPost

a) InPost Paczkomat 24/7 - 0,00 zł
(czas doręczenia: 24h)

DARMOWA DOSTAWA od 250 zł
lub 5 przedmiotów w koszyku

b) InPost Paczkomat 24/7 - 13,99 zł
(czas doręczenia: 24h),

c) InPost Kurier - 14,99 zł
(czas doręczenia: 1-2 dni robocze),

d) InPost Kurier (pobranie) - 18,99 zł
(czas doręczenia: 1-2 dni robocze)

 

 

Płatności online i płatności kartą (MasterCard, Visa) obsługiwane są przez spółkę PayPro S.A. ul. Kanclerska 15, 60-327 Poznań, NIP 779-236-98-87, REGON 301345068, Nr KRS 0000347935.

 

 

W przypadku wyboru płatności przelewem tradycyjnym prosimy o wpłatę na podane niżej konto:

Przemysław Wróbel Mania Kultury
42 1240 5471 1111 0011 2652 0281
(Bank Pekao S.A.)